Category: Day after day… (page 6 of 15)

fahrenheit 8.20

szukałem Hoppera pośród znajomych kątów. w szybach domów, w wystawach sklepowych i na zimnym bruku.
błądziłem w mglistym, miejskim krajobrazie skażonym żółcią i rozbłyskami świateł przemykających chyłkiem samochodów.
miasto umierające o 17.30 . 
chcę już do Ciebie…
tęsknię.

cosel friedhof

Te dawne wycieczki na znikający kozielski cmentarz wciąż sypią kawałkami tablic tych które są jeszcze, których nie ma i tych z twarzą wciśniętą w mokra, jesienną ziemię. Wciąż jeszcze jest odrobina pamięci o tych co byli tu przed nami, co cieszyli się życiem, sobą,
co kochali bezgranicznie.

Słowa

Czasem nie potrafię mówić tak…mój język tak ubogim się zdaje… znajdować te wszystkie słowa które są w stanie opisać co do Ciebie czuję… czasem je utykam w swoją druga mowę…pcham w drobiny światła unoszące się wokół… pcham w myśli…skrzynki i pudełka rozświetlone Tobą w trawy, kwiaty kończyny i jesienne liście… wciskam je ptakom pod skrzydła by niosły je Tobie… pełnym Ciebie Najmilsza… te niewypowiedziane słowa zamykam w obrazie… krzyczę w przestrzeń…krzyczę światu… Ciebie Kocham…Ciebie… Mój Szepcie… Moje Szczęście… Czekam Ciebie… Tęsknię Ciebie… Jestem

I jestem…

Obłoki, co z ziemi wstają…

Obłoki, co z ziemi wstają
I płyną w słońca blask złoty,
Ach, one mi się być zdają
Skrzydłami mojej tęsknoty.
Te białe skrzydła powiewne
Często nad ziemią obwisną,
Łzy po nich spływają rzewne,
Czasem i tęczą zabłysną.
Gwiazdy, co krążą w przestrzeniach
Po drogach nieskończoności,
Są one dla mnie w marzeniach
Oczami mojej miłości.
Patrzą się w ciemne odmęty
Te wielkie ruchome słońca…
I ja miłością przejęty,
Patrzę i tęsknię bez końca

Adam Asnyk

ja…czekam..
na Ciebie…i tęsknię…

ars magna lucis et umbrae

Byliśmy tam. Przemykając porankiem, mgłą, polem, nadbrzeżnymi trzcinami. Ja z Twoją dłonią wsuniętą w moją ciepłą kieszeń. Zaciskałem palce na Twoich palcach co chwilę żeby sprawdzać czy naprawdę istniejesz. Ty z dłonią w mojej kieszeni…Razem…tak blisko… Nad nami rodził się dzień i budziło ptactwo…światło goniło cienie…a cienie goniły światło…a My je łapaliśmy… w skrzynki, pudełka i paczki…w naszą Magiczną Latarnię Światła… Kocham te dni przy Tobie…

Ciebie Kocham

 

 

zawołaj mnie po imieniu

zawołaj mnie po imieniu
a przyjdę
duszo moja
zawołaj mnie po imieniu
nie pytaj
czy imię moje jest imieniem
przelotnego ptaka
czy krzewu
który w ziemię wrasta
i barwi niebo
kolorem krwi
i nie pytaj
jak mi na imię
ja sama nie wiem
szukam
szukam mojego imienia
i wiem że jeśli je posłyszę
to przyjdę
choćby z dna piekieł
uklęknę przed tobą
i w twoje ręce
moją głowę umęczoną włożę

Halina Poświatowska